Banner - klub żeglarski tryton

Pętla Żuławska 2014

Ku przygodzie

PĘTLA ŻUŁAWSKA

W dniach od 26 kwietnia do 03 maja 2014 r. siedmiu członków i sympatyków naszego klubu wzięło udział w rejsie po Pętli Żuławskiej. Rejs rozpoczynał się w miejscowości Rybina gdzie stacjonują jachty motorowe typu hausbot ( łodzie mieszkalne ) firmy czarterowej ŻEGLUGA WIŚLANA. Właścicielem firmy jest nasz krajan – Łukasz Krajewski - którego biuro mieści się w Jaworznie przy ul. Ciężkowickiej 130.

Jachty tego typu mają wewnątrz pełną wysokość stania i wyposażone są bardzo dobrze łącznie z w.c. prysznicem z ciepłą i zimną wodą, kuchenką gazową, lodówką, radiem i telewizorem oraz w ogrzewanie , co pozwala komfortowo żeglować nawet w bardzo zimne dni. Podczas naszego rejsu temperatura w nocy spadła dwukrotnie do +2st.C a wewnątrz jachtu było bardzo ciepło i co najważniejsze- sucho. My wyczarterowaliśmy jacht klasy Weekend 820 w którym brakowało tylko telewizora ale popłynęliśmy po przygodę i zwiedzać a nie patrzeć w telewizor. Zapewniam że atrakcji nam nie brakowało. Przystań z której wypływaliśmy zlokalizowana jest na rozwidleniu Wisły Królewieckiej i rzeki Szkarpawa. Popłynęliśmy rzeką Szkarpawą w kierunku Nogatu aby następnie kanałem Jagiellońskim i rzeką Elbląg dopłynąć do Elbląga. Następnego dnia popłynęliśmy dalej rzeką Elbląg, przez j. Druzno, Kanałem Elbląskim do pierwszej pochylni Całuny. Niestety, remont wszystkich pochylni nadal trwa i wszystkie urządzenia wprawiające ten cud światowej techniki zostały zdemontowane. Mogliśmy zobaczyć tylko tory na pochylni i platformę na której lądem przewożone są jachty i statki. Pochylni takich na całym Kanale Elbląskim, którymi pokonuje się różnicę poziomów na szlaku wodnym, jest aż pięć. Trudno, pokonamy je przy następnej wyprawie. Nie pozostało nam nic innego tylko wracać do Elbląga, zjeść obiad i pozwiedzać miasto którego starówka jest pięknie odrestaurowana. Prace jeszcze trwają ale efekty są imponujące. Następnego dnia, wcześnie rano, wyruszyliśmy z powrotem na Nogat aby po pokonaniu dwóch śluz ( Michałowo i Rakowiec ) dopłynąć do Malborka. Przycumowaliśmy do barki na której właściciel urządził restaurację. Stołując się w niej mieliśmy darmowy postój i darmowe korzystanie z sanitariatów. Bardzo dobre jedzenie i sympatyczna obsługa umilili nam postój. Zwiedzenie zamku krzyżackiego musieliśmy przełożyć na drugi dzień ponieważ sezon turystyczny jeszcze nie rozpoczęty i wrota zamczyska zamykane są o godz. 16.00. Ten sam problem jest z przystaniami które są pozamykane i nie widać żadnych przygotowań do sezonu. Trudno uwierzyć że ruszą 1 maja. Ciekawe kiedy właściciele i odpowiedzialni za ich funkcjonowanie, uświadomią sobie że sezon żeglarski od kilku już lat zaczyna się w kwietniu a kończy w październiku. Podobnie jest z przeprawami wodnymi. Śluzy do 01 czerwca czynne tylko od pn-pt do godz. 15:00, w sob. i niedz. nieczynne. Po zwiedzeniu zamku ruszamy w dalszą drogę. Pokonujemy śluzę Szonowo oraz Biała Góra i wypływamy na WISŁĘ. Kurs w górę rzeki a celem naszym jest Gniew, najdalej wysunięta na południe twierdza krzyżacka. Chcemy podpłynąć jak najbliżej zamku który widzimy na lewym brzegu. Locja którą posiadamy pokazuje przeprawę promową i ostrzega przed kursującym promem ale nie mówi o żadnej przystani czy porcie. Dopływamy do betonowego zjazdu na prom ale promu nigdzie nie widać. Okazuje się że od kilku lat prom nie kursuje a właściciel zamku dopiero planuje ponownie go uruchomić jako atrakcję turystyczną. Jesteśmy zdecydowani podpłynąć pod zamek, więc szukamy wejścia do kanału którym dopłyniemy do celu. Z wody widzimy jakiś kanał przy zjeździe na prom ale wygląda na bardzo krótki i do zamku daleko w dodatku pod bardzo stromą skarpę, płyniemy więc dalej. Za zjazdem promowym widać jakby kolejny, ale dłuższy kanał, który kieruje się pod zamek. Nic bardziej złudnego. Okazuje się że wpłynęliśmy do rzeczki Wierzyca która na szczęście jest dosyć głęboka i ma ponad 1,4 m głębokości ale po kolejnym zakolu okazuje się że oddalamy się od zamku. Dopływamy do drewnianego mostku pod którym się nie zmieścimy. Wtedy widzimy dopiero jaki silny nurt ma ta niepozorna rzeczka. Nawrócenie naszym ponad 8 metrowym jachtem sprawia nam na tej wąskiej rzece nie mało problemów. Po kilku minutach udaje nam się nawrócić ale dopiero spływając z prądem rzeki zaczęły się prawdziwe problemy. Sterowanie na takiej rzece łodzią bez steru strumieniowego na dziobie jest nie lada wyczynem. Pokonanie ciasnych zakoli, ominięcie powalonych drzew, nisko zwisających konarów rosnących na brzegach drzew, tak aby nie uszkodzić jachtu, graniczyło z cudem. Na szczęście wypłynęliśmy na Wisłę cali, bez najmniejszych uszkodzeń i zadrapań jachtu. Aby podpłynąć pod zamek wpływamy więc do wcześnie wypatrzonego „krótkiego” kanału, który jak się okazało skręcał pod kątem 90° i prowadził do małej przystani w której był zacumowany stary prom rzeczny. Cumujemy przy krótkiej kei i idziemy zwiedzać miasto. Zamku nie zwiedzimy bo jest już zamknięty, więc nocujemy i rano idziemy na zamek. Po obiedzie płyniemy w dół Wisły, do Tczewa. Starannie wypatrujemy oznakowania brzegowego co nie jest takie łatwe gdyż znaki zasłaniane są przez drzewa a Wisła w tym rejonie ma ok. 0,5 km szerokości. Niezbędna okazuje się lornetka którą na szczęście posiadamy. Płyniemy dokładnie według znaków od brzegu do brzegu gdyż wpłynięcie na mieliznę z prądem Wisły może być mało przyjemne, a zejście z niej bardzo trudne. Doświadczyliśmy tego płynąc do Gniewa. Chcąc skrócić sobie drogę popłynęliśmy nie zgodnie z nawigacją ale bardziej ostro i wpłynęliśmy na przemiał którego nie zauważyliśmy. Dziób jachtu siedział na mieliźnie a na rufie pod dnem sonda wskazywała 2 m głębokości. Płynąc z prądem osiągamy prędkość około 12 km/h i po godzinie żeglugi mijamy wejście na Nogat. Płyniemy spokojnie drugą godzinę gdy niespodziewanie wzmaga się wiatr wiejący od północy. Z każdą minutą coraz mocniejszy i powodujący coraz większą falę. W pewnym momencie fala jest tak wysoka i ostra że zaczyna być, mało że nieprzyjemnie ale staje się niebezpiecznie. Co któraś fala jest tak duża że dziób jachtu skacze do góry a opadając z impetem wzbija w górę potężne ilości wody która nas zalewa. Po kilkunastu minutach jesteśmy przemoczeni i zmarznięci. Przydają się zimowe kurtki i rękawice które przezornie zabraliśmy. Jacht skacze i wali o kolejne fale z taką siłą że mamy wrażenie że się rozpadnie. Jachty tego typu są płaskodenne dzięki czemu mają małe zanurzenie ( nasz ma 40 cm ) ale źle pokonują strome fale, a wiatr wiejący pod prąd rzeki powoduje takie fale. Intensywnie wypatrujemy miejsca na brzegu gdzie będzie można dobić i poczekać aż wiatr chociaż trochę osłabnie. Pomału zbliżamy się do brzegu uważając aby jakaś boczna fala nas nie dopadła i na ostrogi które częściowo mogą być pod wodą. Wreszcie dostrzegamy kawałek piaszczystego brzegu, kierujemy się w to miejsce i cumujemy. Stoimy między ostrogami które osłaniają nas od fal. Jest cicho i spokojnie, tylko słychać delikatne stukanie dna jachtu o dno Wisły. Na szczęście dno jest piaszczyste, bez kamieni. Do Tczewa mamy około 6 km więc niecierpliwie czekamy aż wiatr trochę osłabnie. Po 2 godzinach wydaje się że fala jest trochę mniejsza więc odbijamy od brzegu i kierujemy się do Tczewa. Cumujemy w nowoczesnej przystani pasażersko-żeglarskiej przy pływających betonowych pomostach, za tramwajem wodnym który osłania nas od fal. Na wysokim brzegu znajduje się nowy budynek w którym jest restauracja, kawiarnia, kapitanat portu, no i sanitariaty z ciepłym prysznicem. Część załogi idzie do miasta trochę pozwiedzać i zrobić konieczne zakupy, pozostali korzystają z sanitariatów i biorą gorący prysznic. Rano, zaraz po śniadaniu, płyniemy dalej a celem naszym jest dotrzeć do Gdańska. Płyniemy dosyć szybko ponieważ głębokość Wisły pozwala płynąć prosto, nie kluczyć od brzegu do brzegu szukając odpowiedniej głębokości. Mijamy wejście na Szkarpawę i śluzę Gdańska Głowa i po 5 km wpływamy do śluzy Przegalina a po pokonaniu jej wypływamy na Martwą Wisłę. Kolejną przeszkodą a zarazem małą atrakcją jest na naszej drodze most pontonowy w Sobieszewie. Most otwierany jest o określonych godzinach więc „gaz do dechy” aby zdążyć na otwarcie mostu. Niestety, brakło nam 10-ciu minut i pomimo że nikt nie przepływał i mostu nie otwierano, obsługa mimo naszej prośby nie otworzyła go. Musimy odczekać 3 godz. na kolejny termin otwarcia mostu. Na pół godziny przed otwarciem zgłaszamy obsłudze chęć pokonania tej przeszkody, znajdującej się na naszej drodze do Gdańska. Po przepłynięciu ok. 4 km znajdujemy się na początku Wisły Śmiałej, w miejscu gdzie mamy ostro skręcić na zachód. Brak jakichkolwiek znaków nawigacyjnych powoduje że mijamy miejsce wejścia w dalszą część Wisły Martwej i nieświadomie płyniemy Wisłą Śmiałą, w kierunku Zatoki Gdańskiej. Dosyć szybko zauważamy że jesteśmy na niewłaściwym kursie ale jest okazja aby pooglądać - przynajmniej z wody - wyjście na Zatokę Gdańską i znajdujące się w Górkach Zachodnich ośrodki żeglarskie. Zawracamy i szukamy właściwego wejścia w kierunku Motławy . Dalsza trasa przebiega bez niespodzianek ale płyniemy zdając się na intuicję, bo nadal brak jakichkolwiek oznakowań nawigacyjnych. Po dopłynięciu do Polskiego Haka skręcamy ostro na południe i po kilku minutach widzimy słynny, stary Żuraw. Jesteśmy na Starym Mieście w Gdańsku przy Długim Pobrzeżu. Po lewej stronie Filharmonia i Muzeum Morskie z zacumowanym przy nabrzeżu SOŁDKIEM – pierwszym polskim statkiem pełnomorskim. Odbijamy w lewo i wpływamy na Nową Motławę gdzie przy nabrzeżu Szafarnia znajduje się Marina Gdańska. Cumujemy w dogodnym miejscu gdyż o tej porze roku jest jeszcze mało jachtów. No, ale te które są…. – jest na czym oko zawiesić. Po załatwieniu w bosmanacie formalności związanych z postojem, idziemy zwiedzić starówkę. Obowiązkowe fotki pod fontanną z neptunem, spacer po uroczych uliczkach starówki, obiad w stołówce którą prowadzą harcerze, jeszcze spacer Długim Pobrzeżem pod Żuraw i wracamy do mariny na kolację. Jutro ostatni dzień naszej wyprawy więc kładziemy się wcześniej spać bo planujemy wypłynąć wczas rano. Do pokonania mamy sporo kilometrów, most zwodzony i dwie śluzy. Na drugiej śluzie musimy być przed 15:00 bo do tej godziny jest otwarta. Dobrze że w święta majowe są czynne. Wypływamy z mariny o godzinie 6:20 i obieramy kurs na Kanał Kaszubski aby podpłynąć pod Westerplatte gdzie robimy kilka fotek -w zasadzie pomnikowi- zawracamy i płyniemy do Martwej Wisły. Po pokonaniu mostu pontonowego w Sobieszewie i śluzy Przegalina wychodzimy na Wisłę. Kilka kilometrów pod prąd rzeki i ukazuje się nam na ,prawym brzegu, wejście do rzeki Szkarpawa. Kilkadziesiąt metrów dalej śluza Gdańska Głowa z bramą przeciwpowodziową. W okresach podniesionego stanu wody w Wiśle bramy śluzy są zamykane i śluza jest nie czynna. Należy zawsze upewnić się czy śluza jest czynna. Taka sama sytuacja jest ze śluzą w Przegalinie która podczas powodzi odcina Martwą Wisłę i cała woda powodziowa płynie Przekopem do Zatoki Gdańskiej. Czekamy kilkanaście minut w awanporcie na otwarcie śluzy z której wypływają łodzie płynące ze Szkarpawy na Wisłę. Zielone światło zezwala nam wpłynąć do śluzy i po prześluzowaniu wychodzimy na Szkarpawę. Do Rybiny mamy około 15 km które pokonujemy w niecałe dwie godziny. Po ośmiu dniach dotarliśmy do celu i w ten sposób zamknęliśmy Pętlę Żuławską. Jeszcze tylko wypakować swój dobytek, posprzątać po sobie i możemy przekazać hausbota dla następnych chętnych takich wspaniałych wrażeń. Pakujemy się do samochodów i w drogę do domu.

Więcej zdjęć znajduje się w galerii.

Uczestnikami tej wyprawy byli: Jarosław Paul, Adam Bednarski, Franciszek Zalewski, Jerzy Radomski, Fryderyk Paul, Adam i Hubert Kukułowie. Planowana następna wyprawa to Wielka Pętla Wielkopolska. Zapraszamy do wzięcia w niej udziału. Ahoj, do zobaczenia na szlaku.

 

Wrażenia przekazał: Jarosław Paul